Chcę smaku
Oscypek prosto z bacówki, kwaśnica w schronisku, kawa na deptaku i kolacja z widokiem na góry.
Kuchnia tej części Pienin to spotkanie góralszczyzny z tym, co zostało po dawnych mieszkańcach dolin - Rusinach Szlachtowskich.
Karczmy serwują to, czego można się spodziewać w górach: kwaśnicę, placki, oscypka z żurawiną, pstrąga. Różnica bywa w wykonaniu, nie w karcie - dlatego warto czytać opinie zamiast kierować się samą nazwą lokalu.
Osobny wątek to produkty regionalne, które można zabrać ze sobą: sery, wędliny, nalewki, miody z okolicznych pasiek. Kupione u wytwórcy smakują inaczej niż te same nazwy z półki w markecie.
Poza sezonem gastronomia zwalnia razem z miastem. Część lokali skraca godziny albo robi przerwę, więc przed dłuższym dojazdem warto zadzwonić. W zamian dostaje się stolik bez rezerwacji i obsługę, która ma czas na rozmowę.
